blog

Jestem katolem! (31.07.2011 22:45:09)

Chrześcijanka kontra ateistka...


Cytat:
„Co to jest – małe, białe, w tiulach, falbankach, płaczące i mokre? Dziecko przy chrzcielnicy! Co to jest – bladzi, zmęczeni, przejęci i rozdrażnieni? Rodzice przy chrzcie!”
Sylwia Chutnik, Krzest, Gaga, nr:11/2010, str.28.


Rozumiem, że ze wszystkiego można żartować. To było nawet trochę śmieszne. Różni są ludzie i różnie reagują, różnie odbierają świat. Autorka „ Krzestu” jest ateistką, na łamach pisma „Gaga” próbuje uporać się z wierzącymi , którzy zdecydowanie są jej nie po drodze. Męczy ją wszechobecność wiary katolickiej i wszystkiego, co się z tym wiąże, począwszy do chrztu przez komunię, bierzmowanie i ślub. Słowotok jej niewiele mówi o ateizmie tylko o tym, czego ateista nie lubi.


Ja jestem wierząca , zamężna, mam dzieci, które są ochrzczone i… jestem z tego dumna.
Moja wiara kształtowała się i wciąż podlega przemianom, bo jest to proces, a nie stan który się osiąga.
Cytat: „Podobnie nieposyłanie na religię: siedzi taka kruszyna na korytarzu przez 45 minut i patrzy smętnie w stronę klasy, gdzie za drzwiami wesoły ksiądz opowiada o ukrzyżowaniu. I skąd kruszyna z korytarza ma mieć podwaliny moralne ? Z „Bravo Girl”? Czas aby religia była o-bo-wiąz-ko-wa, aby była codziennie, aby do wieczora dzieci tłukły pacierz. Bez niego pracy nie znajdą, sensu życia nie odkryją i tylko ta motorówka w lewo i w prawo im zostanie. Gdzie idziesz koleżanko? Do kościoła. Będę patrzeć na wielkie obrazy w złoconych ramach, będę wąchać kwiatki majowe.”
(Sylwia Chutnik, Krzest, Gaga, nr:11/2010, str.28.)
Dla mnie religia była zawsze tematem do rozważań. Raz trafiał się lepszy – mądrzejszy ksiądz, raz nie, tak jak nauczyciele w szkole. Dzieci mają wybór i zapewnioną opiekę, gdy nie chcą uczęszczać na zajęcia z religii – to tak w gwoli sprostowania, o tych biednych kruszynach.
W religii nie chodzi o „tłuczenie” pacierza, lecz o rozmowę z Bogiem poprzez osoby święte lub bezpośrednio. Wierzę też głęboko, że łaskę wiary trzeba posiadać, a ten kto jej nie ma, nie jest gorszy, lecz ma dłuższą drogę do pokonania. Wszyscy jesteśmy równi wobec śmierci i to nas łączy.
Jeśli ksiądz mówi z uśmiechem na ustach o ukrzyżowaniu to dlatego, że zrozumiał istotę zmartwychwstania. Wie, że śmierć Syna Bożego nie oznacza końca, lecz początek życia wiecznego. Otóż... dla katolika jest to akt najwyższego poświęcenia i miłości Bożej.


Co do chrztu, wracając do cytatu pierwszego – mój syn był chrzczony, gdy skończył roczek, ani na biało nie był ubrany, ani nie był plączący, a dla nas to była jedna z najwspanialszych chwil. Nie byliśmy bladzi, ani zmęczeni, przejęci tak, oczywiście, kto by nie był? Rozdrażnieni też nie byliśmy i moja pamięć zdecydowanie nie przechowuje podobnych scen. 
Stasio i my – jego rodzice nad wyraz dobrze znieśliśmy chrzciny, które odbyły się w kościele, gdzie wcześniej braliśmy ślub, w którym rozumieliśmy, co ksiądz do nas mówił. Nie była to parafia ani moja, ani męża, bo te zawiodły nasze oczekiwania. Ale kto szuka ten znajdzie. Zosia ani w falbanach, ani w tiulach, lecz w sukieneczce w kolorze ecru, (czyli nie biel!), zadowolona przechadzała się po kościele, jakby czuła, że jest u siebie. Ksiądz wspaniały, ciepły i serdeczny.  Wspomnienie tej chwili to radość.


Nie rozumiem, skąd taka nagonka na kościół? Ci co chcą wierzyć chodzą do kościoła, ci co nie chcą nie chodzą.  Ich wybór. Przeszkadza mi to, że ateiści zawsze w kontekście wierzących mówią o sobie. Czyżby aż tak pusty był ateizm, że nie ma innych porównań i odniesień???


Mam wrażenie, że Bóg jest ze mną, czeka na mnie, chce mnie i moją miłość do niego. Jestem wewnętrznie bogata i szczęśliwa i to chyba najbardziej denerwuje ateistów, że można bez „ szkiełka i oka” pokochać Go.



 

 

Komentarze:

nie ma jeszcze żadnych komentarzy - Twój może być pierwszy!

Dodaj swój komentarz:


 


‹‹ zobacz pozostałe wpisy