blog
Ciąża zagrożona… (2.08.2011 13:12:17)
Zdarza się, czekając na dziecko, że stan błogosławiony wcale nim nie jest. W ciąży jesteś, ale daleko ci do euforii, gdy ciąża jest zagrożona.
Tak było w moim przypadku. Pierwsza ciąża, nie biorąc pod uwagę porodu wcześniejszego, 8 miesięcznego, była super. Z drugą tak łatwo już nie było… Musiałam leżeć... Pojawiły się krwawienia o nieznanym pochodzeniu, albo dziwne bóle, lub tak bolało, że chodzić nie mogłam. Mniejsza o to jaka była przyczyna dolegliwości, ważne, że czułam się paskudnie fizycznie. Psychicznie też najmocniejsza nie byłam, bo tak bardzo chciałam mieć dziecko, a tu nie wiadomo, czy uda się ciążę donosić.
Miałam dobrego lekarza, który sycił mnie swoim spokojem, ale pozostałych prawie zupełnie nie obchodziło to, jak się czuję i co przeżywam. Znajomi, chyba nie chcieli dzwonić, bo cóż powiedzieć w takiej sytuacji. Nie ukrywam, wygląda na to, że nie chce się nikogo, a przecież tak bardzo, bardzo potrzeba rozmów i wizyt, by choć na chwilę uciec przed siedzeniem na „bombie zegarowej”. Każdy dzień dłużył się niemiłosiernie, każdy wyglądał tak samo, każdego dnia bolało tak samo…
Moja bliska przyjaciółka – zresztą Mama chrzestna Zosi, podtrzymywała mnie na duchu, mąż był mi towarzyszem w tych trudnych miesiącach, Mama i Dziadkowie. Dziękuje Wam bardzo – bez Was nie dałabym rady. Pamiętajcie o takich osobach, znajomej, przyjaciółce, koleżance. Czasem jeden telefon potrafi dać radość i nadzieję na przyszłość.
Zosia urodziła się o czasie, zdrowa, śliczniutka – moja mała kruszyna.
Ja też się urodziłam ponownie z nią z letargu smutku, znowu zaczęłam żyć i cieszyć się. Po wyjęciu z brzuszka strasznie płakała, aż jedna z położnych przyłożyła mi ją do policzka i zapadła cisza przerywana tylko odgłosami aparatury. Cudna chwila, będę ją pamiętać do końca życia.
* * *
Po raz kolejny usidlona
Przez własne chcenie
Tkwię w stanie
Którego zmienić nie mogę.
Zamknięte drzwi karceru-
Oby nie za szybko otwarte,
Obym wytrwała w tej samotni,
Z brzuchem pełnym nowego życia.
Wlepiam się tempo w ściany ciała,
Które mnie otaczają ściśle jak rajstopy,
Prawie oddychać nie mogę,
Bo się boję naruszyć równowagę.
Karcer nie ma okien.
Tylko ta ciemność, którą
Oswajam modlitwami.
Modlitwami o
to, co nieuniknione,
a czego tak bardzo pragnę.
25.02.2007 (ciąża)
Komentarze:
nie ma jeszcze żadnych komentarzy - Twój może być pierwszy!


