blog

Poświęcenie (14.08.2011 13:54:32)

"Tylko życie poświęcone innym warte jest przeżycia." Albert Einstein


Załóżmy, że:
urodził się uroczy chłopczyk o imieniu Jaś. Szczęśliwa i „ lekko” obolała mama Asia i jej mąż Henio są dumni jak paw. Ona już wypisana ze szpitala, lecz ciągle w szoku. Ubiera się raz dziennie, bo generalnie leży i karmi, jak to w pierwszych tygodniach bywa (chyba, że się lansuje i zaraz waży 40kg. oraz wygląda lepiej niż przed ciążą. Nie jest to jednak naturalne). Mąż Henio idzie do pracy rano i wraca wieczorem. Asia zostaje sama. No niezupełnie, bo z dzieckiem.  Jeśli dziecko jest pierworodne, a ona nie ma pomocy, to będzie musiała przyzwyczaić się do: kąpania, chodzenia do toalety, jedzenia i ubierania się zawsze w towarzystwie swojego Jasia. Chyba , że Jasio będzie spać książkowo po 18 godz. dziennie. Z mojego doświadczenia, a także znajomych wiem, że to niemożliwe. Chyba, że przyjdą goście...  Wtedy bobas daje tzw. występ gościnny, czyli dziecko z normalnego staje się ideałem śpiącym i nie płaczącym, znacie ten fenomen?
Asia na co dzień niezależna, zmienia się w osobę towarzyszącą non stop swojemu dziecku, oczywiście to normalne. Małe wymaga opieki, karmienia, przewijania itd. Asia wpatrzona w dziecko mimo zmęczenia znajduje siły w sobie, o jakie by się nigdy nie posądzała. Przychodzi Henio i mówi:
– Kochanie, chciałbym wyjść na meczyk w męskim towarzystwie?
Asia nie rozumie, dlaczego? Przecież wszystko się zmieniło, mają Jasia, ona jest zmęczona, ona nie może sobie od tak wyjść. Prośba męża boli. Boli utrata niezależności. Nie, nie powie mu tego, bo bardzo go kocha i wie, ze poród był dla niego dużym przeżyciem. On kocha ją i dziecko. Nie może wymagać, by został. Dociera do niej, że on może wyjść w każdej chwili, ona... nie. Gdy nie było Jasia mogliby razem wyjść. Teraz to niemożliwe... Asia wylewa w poduszkę morze łez. Z nosem zatkanym łzami będzie nucić Jasiowi słodką kołysankę…
Rano zapyta:
– Jak było?
– W porzo!
…a mokra poduszka zaczynie powoli wysychać.


Ta sytuacja jest czysto teoretyczna. Nie służy temu, aby ostrzegać młode Mamy. To ciąg dalszy rozważań nad utratą niezależności i tym, że musimy się jako matki wyzbyć egoizmu.  Dla dziecka. Poświęcenie dla drugiego, małego człowieczka. Jedne to zaboli, inne nie.

A ja piszę o tym dlatego,  bo... to samo życie.  

A TY?  Jak się czułaś w takich lub podobnych sytuacjach?



-- Zagubienie --

Kac nicnierobienia zbudził mnie na nowo do życia.
Znowu zdałam sobie sprawę, że nie żyję, a - wegetuję.
Świat jest piękny.
Moja rzeczywistość przerabia mnie, jak szare gazety, na makulaturę.
Odmóżdża i pozbawia  nadziei,
że można żyć tak, by korzystać z życia,
zachłysnąć się jego pięknem.
Wiatr w płuca, słońce w twarz,
żyj i rób coś!
– mówi mi ta chwila.
Lecz kolejna rozleniwia i zniechęca.
Czas gra muzykę moich dzieci, nie moją.
Na ile trzeba z siebie zrezygnować, by dać innym siebie?
Przebywając kolejny raz w sidłach własnych niemocy,
szukam po omacku dróg wyjścia.
Jak ślepiec, który białą laska maca świat –
próbuję się z niego wydostać.
Tyle światła Boskiego, a ja go nie widzę.
Modlę się o siebie, by wierzyć pełnym sercem,
by zaistnieć na nowo w pełni sił.

8.08.2008 Janki

 

 

Komentarze:

nie ma jeszcze żadnych komentarzy - Twój może być pierwszy!

Dodaj swój komentarz:


 


‹‹ zobacz pozostałe wpisy