blog

Czy jesteś chory na… konsumpcjonizm uczuciowy? (18.09.2011 10:19:43)

Rodzice bez pewności siebie – plaga globalizacji.


By pisać o współczesnych rodzicach trzeba przyjrzeć się chociaż pobieżnie obecnym czasom. Indywidualizm i narcyzm naszych  czasów ma szalenie duże konsekwencje dla każdego z nas. Nie chodzi tu o masę ludzi, społeczeństwo, tu chodzi o jednostkę, bo to zjawisko dotyczy nas mniej lub bardziej. Mowa  o nurcie skupienia na sobie uwagi, przekonanie wypływające z filozofii, że najważniejsza jestem ja i moje potrzeby. Stoi to w sprzeczności do możliwości zainteresowania  się drugą osobą , nie tylko na poziomie zaspokajania moich potrzeb, ale też drugiej strony. Jak mam być z drugą osobą, kiedy ona czegoś ode mnie chce, na co ja nie mam ochoty.  Chodzi tu o nieskończoną przyjemność - totalny egoizm. Gdy partner  lub dziecko zaczyna sprawiać problemy, lepiej  zmienić partnera, a dziecka unikać – zapisując go i dając mu „wszystko czego pragnie”,  by wyciszyć wyrzuty sumienia. Dziecko wcale nie pragnie bardziej  kolejnej np. gry komputerowej (mimo, że to sygnalizuje) od bycia kochanym przez rodziców takim jakim jest.
Postępując  w ten sposób,  rodzice dołączają do rosnących rubryk rozwodów, a dzieci stają się narcyzami – niezdolnymi do kochania drugiej osoby. Jeśli zostaną zerwane bliskie więzi rodzinne, do tego dołączy pustka – narodzi się niewypełnione i smutne społeczeństwo. Przedmiotowe traktowanie, to zgubna droga wychowania,  dziecko to nie przedmiot, który ma spełniać oczekiwania. W dodatku rodzice słusznie są nazwani przez Carla Honore „curlingowymi rodzicami” – próbują wychować idealne dziecko, usuwając wszelakie przeszkody spod ich nóg, by przez przypadek nie doświadczyły upadku… Dzięki posiadaniu dziecka chcemy być poprzez ten fakt szczęśliwi. Nie zależy nam na głębokiej relacji,  w byciu z dzieckiem w jego trudnych chwilach, poświęceniu czasu na rozmowę i szczere przejęcie się jego problemami. W życiu nie chodzi tylko wyłącznie o zabawę i o ego. Partner czy dziecko nie może być czymś za pomocą czego można osiągnąć szczęście – to spłyca nasze życie i odbiera jego głębię. Owo szczęście można osiągnąć wspólnie, angażując  się emocjonalnie. W dobrych chwilach łatwo jest być razem, trudno być w chwilach, które do takich nie należą, ale właśnie tak pogłębia się związek. Na dobre i na złe, w zdrowiu i chorobie, małżonkowi składa się przysięgę w kościele (jeśli kto wierzący), dziecku nie. Dziecku należy się pełne zaangażowanie obojga rodziców, jeśli nie- rodzi się pustka, a to rzecz straszna, bo w nią cisną się same niedobre rzeczy, sekty, złe towarzystwo, narkotyki, chęć samozniszczenia.
Nie chorujcie na egoizm, mimo, że Wam mówią, że zasługujecie na to, że Wam się należy, że najważniejsza jest zabawa. Wszystko jest ważne ale w dobrych proporcjach.

Muszę tu na koniec, dla nieznudzonych,  przytoczyć fragment z książki Michela Houellebecqa  „Cząstki elementarne”  (Warszawa 2008, str. 5). Przeczytajcie i zrozumcie:
„ Ta książka jest przede wszystkim historią mężczyzny, który większą część życia przeżył w Europie Zachodniej w drugiej połowie XX wieku. W zasadzie samotny, od czasu do czasu utrzymywał jednak stosunki z innymi ludźmi. Żył w nieszczęśliwych i skomplikowanych czasach. Kraj,  w którym się urodził, przechylał się powoli, lecz nieuchronnie ku strefie ekonomicznej krajów średnio zamożnych; na ludzi z jego pokolenia często czyhała nędza, poza tym spędzali życie w samotności i goryczy. Uczucia miłości i braterstwa właściwie przestały istnieć, we wzajemnych kontaktach jego rówieśnicy najczęściej przejawiali obojętność na los drugiego człowieka, a nawet okrucieństwo”.

 

 

Komentarze:

nie ma jeszcze żadnych komentarzy - Twój może być pierwszy!

Dodaj swój komentarz:


 


‹‹ zobacz pozostałe wpisy