blog
Czy karmienie piersią boli? – Oj… Boli…! (30.11.2011 13:57:01)
Mimo, że boli na początku warto wytrwać.
Poniedziałek 28. XI.2011 r. 20.55 godz. Dokument 7 kobiet – karmienie piersią.
Okropne początki
Podczas oglądania dokumentu (info powyżej), zaczęło do mnie dochodzić, że karmienie piersią było przyjemne, pomocne i dobre dla dziecka, ale początki karmienia pierwszego dziecka były… okropne.
Byłam w stu procentach przeświadczona o korzyściach wynikających z karmienia piersią, lecz ochocie stanęło na przeszkodzie wcześniactwo syna, inkubator i aparatura. Stałam zapłakana, bezsilna, nie mogąc nawet nakarmić syna, nie mówiąc już o utuleniu, by przestał płakać.
Przełożona na patologii zachęciła mnie bym poszła do pokoju i zaczęła odciągać pokarm. Uprzedziła mnie, że na początku będzie to parę kropel, ale żebym się nie poddawała. Dostałam laktator, herbatki na laktację i… piwo Karmi. Czasami stres jest tak duży, że zaleca się wypicie piwa, bo działa lekko odstresowująco.
I zaczęła się przygoda, a raczej męka.
Pełna zapału stanęłam z laktatorem i… pojawiły się 4 krople wyciśnięte w bólach. Moja rozpacz nie miała granic! Co ze mnie za matka, jeśli nie mogę wykarmić własnego dziecka! Położna była nieugięta i podała te 4 kropelki synkowi. Gdyby nie to, że mnie dopingowała, poddałabym się. Z każdym dniem było mleka więcej i więcej, wszystko zanosiłam, a Stasiowi podawano je przy mnie.
Jak w kieracie…
Bilans był taki: w ogóle nie spałam, tylko odsysałam laktatorem, potem dezynfekowałam sprzęt, zanosiłam mleko, jadłam, piłam i wszystko zaczynałam od nowa, żeby syn miał świeży pokarm, tak często, jak się da. Nie ważne, czy była to noc, czy dzień. Na (chyba) piąty dzień przełożona powiedziała, ze mam donosić mleko, ale spróbuje mi także przystawić synka do piersi, mimo że był zaplątany w podłączenie do specjalistycznej aparatury.
I… stał się cud.
Przełożona nie opuściła mnie nawet na krok, po 20 – 30 razy przystawiała mi małego do piersi. Jak udało mu się zassać, to myślałam, że jestem w niebie. Dostałam takiego kopa hormonalnego, wstąpiła we mnie euforia, że czułam, że mogę góry przestawiać. Dawała mi wskazówki, że mam karmić z dwóch piersi i pomimo tego, że lepiej ssie z prawej, uczyć go także z lewej.
Niestety, jak przyszłam na kolejne karmienie,
nie chciano mi go przystawić, a bo to, a bo tamto… Czekałam, jak na zbawienie, aby zjawiała się przełożona. Tylko ona miała odwagę, lub chęci, może doświadczenie, by to zrobić.
Nauczyła mnie,
żeby przed podaniem piersi lekko odessać pokarm, aby łatwiej dziecku było chwycić sutek, żeby zwracać uwagę, by piersi nie były za gorące i za twarde, wtedy przydawały się ponakłuwane liście kapusty, schłodzone w lodówce. Śmiałyśmy się, że szpital położniczy pachnie kapuchą. Na szczęście pomagało.
Podczas używania laktatora
od razu podrażniły się sutki. Zaczęły boleć strasznie, wtedy też położne doradziły mi krem Mustella – lanolina 100%. Nie szkodzi dzieciom, nie ma skutków ubocznych i dzięki temu wytrwałam, bo ból, był rzeczywiście straszny. Potem jeszcze wielokrotnie mi się przydał.
Odpowiednia pozycja do karmienia
Gdy wypisano Stasia z patologii noworodka, położne nauczyły mnie też, jak karmić i wybierać pozycję, zależnie od porodu, jaki się przeszło. Ja karmiłam na leżąco i to, rzeczywiście było w tamtym okresie najlepsze. Zawsze zwracałam uwagę, żeby prawidłowo zassał brodawkę, jak tego synek nie zrobił - karmienie bolało okropnie.
Na początku bolało najbardziej
i gdy napływał pokarm. Z czasem sutki się wyrobiły, lecz często je kremowałam i kroplę mleka wcierałam (mleko jest bakteriobójcze).
Higiena
Waciki w biustonoszu zawsze po każdym karmieniu wymieniałam. Nigdy też nie zapominałam o tym, by wygodnie się położyć i zadbać o nawodnienie, szczególnie w pierwszych chwilach karmienia, jak napływa pokarm, od razu chce się pić.
Ból
towarzyszy porodowi, ból także towarzyszy karmieniu, ale nic nie trwa wiecznie. Wmawiałam sobie, że to boli, ale za jakiś czas przestanie i tak też się stało. Rozumiem kobiety, które nie mogą znieść bólu, ani tego całego zamętu związanego z karmieniem i cierpieniem.
Z perspektywy
jednak karmienie uważam za jedno z najmilszych doświadczeń, jakie dane mi było przeżyć.
Rady
Na pewno też wsparcie, które otrzymałam i dobre rady przyczyniły się do sukcesu, że mogłam wykarmić swoje dziecko, było ich wiele, czasami sprzecznych, ale zawsze intuicyjnie wybierałam (na szczęście) te właściwe.
Dziękuję personelowi Szpitala Św. Zofii za udany poród dwójki moich dzieci i Wsparcie Poporodowe, nawet nie wiem, czy nie Najważniejsze.
Komentarze:
nie ma jeszcze żadnych komentarzy - Twój może być pierwszy!


